47-letnia Jolanta Domańska, matka jedenaściorga dzieci, wysłużonym autem - czarnym alfa romeo odwoziła syna do pracy. 20-letni Bartłomiej zwykle jeździł tam sam, skuterem. Niestety, wczoraj rano jednoślad nie zapalił. Mama więc postanowiła zawieźć chłopaka.
Około godziny szóstej alfa romeo wjechało na niestrzeżony przejazd kolejowy. Samochód dostał się pod jadący z Włocławka pociąg osobowy relacji Kutno-Toruń.
Korzystający z tego przejazdu podkreślają jednak, że widoczność na nim jest ograniczona i bezpieczne pokonanie go wymaga dużej ostrożności. - To powinien być przejazd strzeżony - uważa Ryszard Stępkowski, wójt gminy Bądkowo. - Bo ten wypadek nie był pierwszym. Wcześniej na tym przejeździe także zginął mieszkaniec naszej gminy.
Tym razem mogło być tak, że dojeżdżając do przejazdu kobieta zauważyła tylko jadący od strony Torunia pociąg towarowy i uznała, że zdąży. Tymczasem od strony Włocławka nadjechał pociąg osobowy.
Najgorsze w tej tragedii jest to, że 47-latka osierociła aż dziesięcioro dzieci, w tym siedmioro w wieku szkolnym.
- Otoczymy tę rodzinę opieką - deklaruje wójt. Wczoraj z dziećmi rozmawiał psycholog.
To już kolejny tragiczny wypadek na przejeździe kolejowym w regionie. Od początku roku życie straciło siedem osób, a cztery zostały ranne.
Więcej w "Gazecie Pomorskiej"
Nowe ustalenia w sprawie wypadku na A1
Dołącz do nas na Facebooku!
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!
Kontakt z redakcją
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?